Kolejna (de)generacja konsol

W pogoni za wydajnością zapominamy o najważniejszym – wygodzie.

Ubiegły weekend uświadomił mi jak bardzo oddaliliśmy się od pierwotnej idei konsol. Urządzenia zamkniętego, przenośnego bądź podłączanego do telewizora które zapewnia wygodę rozgrywki.

Tak po prawdzie właśnie obietnica wygody sprawiła, że ja jako stricte pecetowy gracz porzuciłem tą platformę na rzecz mojej drugiej konsoli w życiu – Xboxa 360.
To była miła odmiana po wielu latach walki ze sterownikami, niestabilnym systemem operacyjnym czy ciągłą wymianą podzespołów. Tutaj wystarczył włożyć płytkę – i gra działała.

Oczywiście wraz z rozwojem dashboardu samej konsoli ten proces ulegał pewnym zmianom. Coraz częściej gra zakupiona w sklepie przed uruchomieniem dociągała patche, aktualizacje czy zwykle dodatki.
Ba! Właśnie sam dashboard to również były kolejne aktualizacje co zmuszało do przerwy na herbatkę przed graniem. Mimo wszystko to ciągle było traktowane bardziej jako wyjątkowa sytuacja, niż norma.

Moje postrzeganie konsol zmieniło się wraz z nadejściem aktualnej generacji systemów a szczególnie do wściekłości doprowadził mnie właśnie ubiegły weekend. Wyobraźcie sobie mój piątkowy wieczór. Późno, po 22. Wkładam płytkę ze świeżym F1 2016 do czytnika – do pobrania 12GB danych. Poszedłem spać, bo nie chciało mi się czekać. Rano uruchamiam konsole, podłączam ją do sieci – aktualizacja systemu. 450MB danych.
Po aktualizacji systemu odpalam w końcu grę – a tam aktualizacja 700MB. No kurwa!

Najbardziej męczące w tym wszystkim jest to, że to już jest norma. Aktualizacje dashboardu przeplatane z aktualizacjami gier i aplikacji. W efekcie większość mojego czasu poświęconego na granie spędzam na tym ekranie:

Xbox One aktualizacja

 

W związku z tym mam mocno mieszane uczucia gdy słyszę o nadchodzącymi PS4 Neo i Xbox Scorpio. Microsoft nawet nie ukrywa faktu, że chce zatrzeć granicę między konsolą a pecetem. Jakby trochę zapominając o zaletach tych pierwszych.
Dla mnie hasło reklamowe, że poczuję „doznania klasy PC” wywołują dreszcze. Bo o ile dążenie do jak najlepszej jakości grafiki, muzyki czy doznań jest dla mnie jak najbardziej zrozumiałe to jestem pełen obaw o moją wygodę.

I czas.

 

Wpis powstał na urządzeniu Asus Transformer T100HA
  • Nie przesadzasz trochę? Piszesz trochę tak jakby aktualizacje konsoli były raz w tygodniu. A pojawiają się raz na kilka miesięcy. Jak masz pozostawione konsole w trybie stand by to ściągną Ci je automatycznie. Owszem day 1 patche są uciążliwe i przeszkadzają w tym by cieszyć się grą (i wierz mi – wiem co mówię – mam internet 8Mb/s w domu) ale znowu – pobiera mi się to raz na jakiś czas. A i zawsze można pominąć instalację i grać offline, póki patch się ściąga.

    Pamiętaj też, że problemy gier nie zawsze wynikają z problemów samej konsoli. Jak jakaś gra jest słabo zrobiona to nie jest to do końca wina platformy. PS4 i Xbox One są na tyle mocne, że potrafią pociągnąć przepiękne gry (Uncharted 4 chociażby). Gry są coraz bardziej złożone i nie wszyscy developerzy sobie radzą z tym.

    Zresztą narzekasz na to, a myślisz, że na PC jest lepiej? Aktualizacje Steama wychodzą tak często, że za każdym razem jak go uruchamiam to dostaję powiadomienie o konieczności zresetowania programu 😛

    • Oczywiście, że na PC nie jest lepiej.
      Z drugiej strony – miałem pecha. Dostałem całą serię patchy zanim mogłem de facto pograć.

      Przyjmuję tłumaczenia, że mógłbym zostawić konsolę w trybie StandBy. Gdyby nie fakt, że internet konsoli udostępniam z poziomu telefonu (obecnie nie mam stałego łącza).

      Poza tym – kurczę. To jednak tylko konsola. Urządzenie, które ideowo miało funkcjonować tak, że wkładam płytkę i działa. A tak nie jest.

      Do tego łatwość patchowania gier w dowolnym momencie sprawiła, że deweloperzy (nie mówię, że wszyscy ale niektórzy na pewno) stali się niechlujni i zależy im na jak najszybszym wypuszczeniu produktu a nie jego dopracowaniu.

      Po prostu kiedyś to było nie do pomyślenia 😉

      • Teoretycznie dalej tak jest. Jak odłączysz konsolę od internetu to nie będziesz musiał instalować żadnych aktualizacji 😉

        Czytałem już o tym, że masz internet komórkowy na fejsie, więc rzeczywiście w Twoim przypadku to może być irytujące.

        Ale znowu – to nie do końca wina Sony czy MS 😉 Mam też w domu WiiU, które jest tak samo podłączone do netu i tam aktualizacji nie ma prawie wcale, a jeśli już to ważą po 10-20MB 🙂 Jak widać można, ale nie wszystkim się chce.

        • „Jak widać można, ale nie wszystkim się chce.”

          Trafiłeś w punkt 🙂