Z wizytą w: Flying Wild Hog

Ścisłe centrum Warszawy. Biurowiec z widokiem na Pałac Kultury i Nauki a w środku oni.

Przyznam szczerze, że miałem zupełnie inne wyobrażenie o „Świniach”. Byłem przekonany, że to maksymalnie kilkunastoosobowy zespół ludzi, którzy w wynajętym mieszkaniu robią fajne gry.

Wysiadając w centrum Warszawy szybko odnalazłem właściwy budynek. Potem tylko sześć pięter po schodach by na szczycie odnaleźć kartkę z informacją, że… wejście jest przez recepcję.
Trudno. Tyle sportu od szkoły podstawowej nie uprawiałem. Za drugim razem już poszło znacznie sprawniej i po chwili stałem na korytarzu ich biura.

Flying Wild Hog

Widok z biura. Bliżej centrum już chyba nie można być.

Nie minęła minuta jak odnalazł mnie już Tadeusz Zieliński – PR Manager i zaczął oprowadzać po kolejnych pomieszczeniach.

Przyznaję, początkowo nie mogłem się odnaleźć. Każdy pokój, do którego wchodziłem był wypełniony biurkami a wśród nich masa pudełek, plakatów, zabawek i wszystkiego co tylko może wam przyjść do głowy. Co jeszcze ciekawsze – panowała względna cisza.
To dziwne, bo firma jest dosłownie na miesiąc przed premierą ich najnowszej gry Shadow Warrior 2 i raczej spodziewałem się wrzasku, paniki i biegających dookoła ludzi. Tymczasem wszyscy pracowali w skupieniu.
Nie mogłem sobie odpuścić więc zapytałem, czy prace nad grą już się zakończyły.

Prace nad zawartością gry już się zakończyły a teraz zespół w pocie czoła pracuje nad ostatnimi szlifami. Właśnie teraz trwa dopinanie ostatnich rzeczy do gry.

Flying Wild Hog

Pokój grafików

Wydaje się to śmieszne ale to wynika z faktu, że – jak sam Tadeusz przyznaje – praca tutaj wygląda zupełnie inaczej niż w typowej firmie.
Ludzie podchodzą do swojej pracy bardzo zadaniowo. Mogą się pojawić w pracy między 9 a 12 i w pewnej mierze sami wyznaczają sobie zadania a w pewnej części dostają odpowiednie zlecenia.

Flying Wild Hog

Jestem w stanie uwierzyć w te zapewnienia. Ludzie, których mijałem dyskutowali miedzy sobą na temat kolejnych elementów gry, które trzeba poprawić, przetestować bądź dopracować.

Większym zaskoczeniem było dla mnie to, że nigdzie nie ma nawiązań do 3D Realms ani do słynnego Duke Nukema.
Skąd takie przekonanie? W końcu nazwa i logo to Latajace Dzikie Świnie. A kto pamięta kiedy miał wyjść Duke Nukem Forever? Właśnie gdy świnie nauczą się latać. No i do tego ten Shadow Warrior…

Nie. Nie inspirujemy się 3D Realms. Mamy może podobną filozofię, wyczucie gier ale mamy własne cele i własny charakter. Oczywiście – chcielibyśmy robić Duke’a Nukema ale póki co nie było nam to dane. Pamiętaj, że marka Shadow Warrior też nie należy do nas tylko do naszego wydawcy – Devolver Digital.

I wszystko jasne.

Flying Wild Hog

Wszystkie propozycje nazw pierwszego DLC do Hard Resetu

Obecne zatrudnienie w Flying Wild Hogach to grubo ponad 120 osób. Kiedy przystanąłem pomyśleć nad tym chwilę, wyszło mi, że pomyliłem się zatem gdzieś o około setkę. Mimo takiego rozrostu zatrudnienia nie ma problemów z atmosferą pracy. Wszyscy zgodnie przyznają, że jest rodzinnie i przyjaźnie.

Flying Wild Hog

Za tym idą statystyki, które sam Tadeusz mi podał. Rotacja w studiu jest niewielka a zwolnienia w tym roku kalendarzowym były 1. 2. 1. Sam do końca nie był pewny 😉 To naprawdę doskonały wynik jak na to, że są oni obecnie czwartym największym deweloperem w Polsce tuż po CD Projekt Red, CI Games oraz Techlandzie. Mimo to jak twierdzi:

Indie. Cały czas uważamy się za indie developerów. Wszystko za tym przemawia – kultura pracy, wspólny chillout po godzinach pracy, płaska struktura zatrudnienia i ten duch małych studiów. Jesteśmy fajną zbieraniną różnych ludzi z doświadczeniem, których łączy autentyczna pasja do tworzenia gier.

No dobra. Co dalej? Ich aktualna produkcja dobiega powoli do finishu prac i czy myślą już o kolejnej poprzeczce?

Tak. Już teraz część zespołu pracuje nad dwoma nowymi projektami. Ale nic na ten temat nie powiem.

I faktycznie. Groźby, prośby ani mój seksapil nie podziałał. Mogłem co najwyżej popatrzeć na drzwi, za którymi siedziała wspominana grupa osób. Wejść do środka jednak nie mogłem.

A ich marzenia? Gdyby mieli budżet podobny do Wiedźmina 3 chcieliby zrobić…

Coś na kształt Deus Exa, cyberpanka. System Shocka.

Flying Wild Hog

Kuchnia. Takie lokalne centrum kultury 😉

Rozmówki o branży

Będąc w takim miejscu nie mogłem się powstrzymać by nie porozmawiać z Tadeuszem o pewnych nowinkach branżowych a także trendach. Jedno z zagadnień, które wszystkich nurtuje jest temat DLC. Ile razy mieliście wrażenie, że dodatkowa zawartość, która jest udostępniana jest wycięta z podstawowej wersji gry?

To jest niemal zawsze wierutna bzdura. Gamedev jest w chronicznym niedoczasie, więc jedyne co można wyciąć to pomysł. I to jest prawda. Masz pewną wizję na grę i kiedy zaczyna ci brakować czasu – obcinasz ją z tego czego nie zdążysz zrobić. I to z czym nie zdążyłeś – wrzucasz potem do DLC. Tylko ty nie wycinasz gotowych rzeczy. Wycinasz pomysły. Do tego poza tym nie ma nic – nie ma assetów, nie ma grafik, muzyki, dźwięków…

DLC to tak naprawdę obietnica a nie elementy z gry. Nie wycina się gry – wycina się pomysły.

Jako rasowy konsolowiec, który wybrał system od Microsoftu nie mogłem również podpytać o ich najnowsze dziecko – Xbox Play Anywhere. Jak wiemy, na razie głównie gry giganta z Redmond są wydawane w tym programie. Czy warszawiacy również chcieliby się dołączyć?

Nie było takich rozmów. Nie ma takich planów. Ale to wynika również z tego, że wersja konsolowa naszej gry to premiera wczesny 2017. Zwyczajnie o tym nie myśleliśmy.

Shadow Warrior 2

To najważniejszy punkt mojej wizyty. Być w takim miejscu i nie zagrać? To byłby grzech. Zanim jednak uruchomiono mi demo z GDC zamieniliśmy kilka słów.
Na początku ciekaw byłem czy wzorem Wiedźmina 3 także i tutaj możemy spodziewać się wsparcia gry po premierze.

Tak, będziemy wspierać SW2. Nie wiem jeszcze jak długo ale będą zarówno darmowe DLC jak i pełnoprawny dodatek, który już będzie płatny.

Wśród zapowiedzianych systemów jest oficjalnie PlayStation 4 oraz Xbox One. A co z nowymi konsolami?

Na pewno będzie wersja na PS4 Pro i Xbox Scorpio. Tyle mogę powiedzieć.

Flying Wild Hog Shadow Warrior 2

Potem posadzono mnie przed komputerem i uruchomiono demo. W sumie nie miałem jakiegoś ograniczenia czasowego ale spędziłem przy demie grubo ponad 40 minut.
W tym czasie miałem okazję użyć prawie każdej dostępnej w grze broni.

Gra daje satysfakcję. Każdego przeciwnika można dosłownie poszatkować na części. Sam odkryłem przynajmniej kilka fajnych finisherów – a ile pozostało do odkrycia? Tego nie wiem.
Chłopaki ze studia pokazywali, że można np. przybić przeciwnika do ścian a następnie… odciąć mu nogi.

Flying Wild Hog Shadow Warrior 2

Całość przypomina miks najlepszych gier – Serious Sam, PainKiller czy właśnie oryginalny Shadow Warrior.
Oprawa wizualna jest śliczna. Grałem na PC ale szczerze mówiąc – nie patrzyłem na ustawienia graficzne. Mimo to przez dłuższy czas spacerowałem po mapie by podziwiać okolicę. Dotyczy to zarówno tej klasycznej oprawy jak i futurystycznej.

Gdy do chodzi do walki akcja jest szybka i dynamiczna. Potwory są ciekawe i w zasadzie każdy z nich może stanowić pewne wyzwanie. Szczególne mini bossowie.

Flying Wild Hog, Shadow Warrior 2

Jeżeli dotychczas wahaliście się czy składać zamówienie przedpremierowe – nie musicie. Kupujcie bez zastanowienia. Tym bardziej, że pozycja zostaje wydana przez Techland w bardzo bogatym wydaniu:

Flying Wild Hog

Tak się powinno wydawać gry w Polsce

Ja już czekam. Te 40 minut przed monitorem przeleciało bardzo szybko a całość zdawała się krzyczeć: Chcesz więcej!

No i chcę. Na szczęście październik już za pasem!