Strona główna » Kiedy zrozumiałem, że wygląd ma znaczenie

Kiedy zrozumiałem, że wygląd ma znaczenie

Czy w dzisiejszych czasach komputer to jedynie narzędzie, czy już styl bycia i wystrój wnętrza? Kilka słów o tym, jak przypadek zmienił mój punkt widzenia.

Muszę przyznać, że przez długi okres czasu komputer stacjonarny stanowił dla mnie jedynie narzędzie do pracy lub zabawy i nie było w nim miejsca na żadne niepotrzebne bajery pokroju świateł LED czy nawet przezroczystego boku ze szkła hartowanego, a o chłodzeniu wodnym nawet nie wspomnę. Byłem w tej kwestii bardzo silnie konserwatywny, a pecety budowane przeze mnie przypominały czarne pudełka, które niczym się nie wyróżniały spośród domowych mebli – i takie było ich założenie. Miały działać, a ja zbytnio nie chciałem się z nimi rzucać w oczy pośród znajomych. Prawdopodobnie było to spowodowane naleciałością lat 90-tych ubiegłego wieku, kiedy to jako jeden z pierwszych wśród rówieśników posiadałem coś, czym nie mógł pochwalić się nikt inny. Były to czasy, gdy nie należało występować przed szereg i pokazywać, że posiada się sprzęt, za równowartość kilku średnich krajowych, a szczególnie w miejscu, w którym mieszkałem. Czasy się jednak zmieniają i ludzie też, a moda i design wraz z nimi.

Od informatyka do grafika

Zacznijmy jednak od początku, a że początki bywają nietypowe i przypadkowe, tak też było i w moim wypadku. Z zawodu jestem Administratorem IT oraz osobą odpowiedzialną za Helpdesk w firmie outsourcingowej. Nie było to jednak moje marzenie. Praca godna i często przyjemna, ale dla mnie było to za mało ambitne i po pewnym czasie zacząłem szukać rozwoju w nieco odmiennym kierunku, ale wciąż znajdującym się w branży IT. Tak zacząłem się na nowo uczyć grafiki 3D. Wcześniej miałem już pewne doświadczenie w tej kwestii, ale narzędzie, którym się posługiwałem zakończyło swój żywot w 2015 roku, a wraz z nim rozwój jego community i wsparcia. Dopiero niedawno doznałem objawienia jakim był Blender – całkowicie darmowy software do obróbki 3D, animacji oraz co ciekawe do tworzenia i łączenia filmów niczym Adobe Premiere. Pamiętałem go jeszcze z momentu, w którym to zaczynałem zabawę z grafiką, ale nie śledziłem jego rozwoju, gdyż pierwsze wersje z jakimi miałem styczność były tak toporne, że dla ówczesnego nastolatka nauka była siermiężną drogą przez mękę. Po tych paru latach muszę stwierdzić – nie doceniłem potęgi tego narzędzia. Czasy świetności mojego sprzętu minęły jednak bezpowrotnie parę lat temu, a więc przyszedł czas na modernizację, choć lepszym stwierdzeniem jest tutaj całkowita metamorfoza.

Czas na montaż

A więc tu zaczyna się właściwa historia, gdyż jak wcześniej wspomniałem, zacząłem kompletować sprzęt do obróbki grafiki 3D – na razie bardziej dla zapaleńca niż profesjonalisty. Ceny sprzętu na rynku są jednak, jak na polskie realia, dość wysokie, a więc musiałem zacząć iść nieco odmiennym torem niż wszyscy dookoła i pominąć sklepy stacjonarne. Mam bowiem możliwość załatwienia sobie części komputerowych z hurtowni, po nieco niższych cenach niż te rynkowe. Pech chciał jednak, że w czasie, gdy zaczynałem kupno sprzętu, nie było niczego co by nie miało w nazwie LED RGB. Cóż, mus to mus i tyle. Wpierw zacząłem od płyty głównej pod socket AM4 czyli MSI X470 Gaming Plus. Z pierwszego mojego założenia miała to być po prostu niedroga płyta, która zapewni wsparcie najnowszej architekturze ZEN 2 i obsłuży pamięci DDR4 o taktowaniu 3200 MHz.

Wszędzie RGB…

Płyta wybrana – teraz czas na pamięć. Schemat podobny. W miarę niedrogo, ale tak by było to 32GB i by kości miały dobrą opinię. Tak też trafiłem na zestaw 4 kości Corsair Vengence RGB Pro. Nie byłem do końca przekonany co do słowa RGB w tej kwestii, ale jak już płyta główna posiadała to słówko i pamięci też, postanowiłem pójść za ciosem, choć do końca nie byłem tego jeszcze w pełni świadom. Procesor był oczywisty już na starcie, gdyż jak tylko ukazały się pierwsze testy, wiedziałem, że muszę go mieć – stosunek mocy do ceny sprawił, że o innym wyborze nie mogło być tutaj mowy. AMD wiedziało co robi wypuszczając na rynek Ryzen 9 3900X, ale póki co dostawy do Polski są na tyle nikłe, więc w tej kwestii jeszcze oczekuję.

Case, który zmienił moje myślenie

Tych podzespołów nie mógłbym jednak wcisnąć do mojego starego case’a. Stał się dla mnie strasznie toporny jeżeli chodzi o montaż czegokolwiek, a upchnięcie w nim na siłę dodatkowych dysków i kabli było jednym wielkim koszmarem. Postanowiłem więc poszukać dużej obudowy. Na rynku jednak nie ma czegoś takiego jak tania duża obudowa. Są małe i średnie obudowy w dobrych cenach i są duże obudowy w dużych cenach. I znów pojawiła się kwestia finansów, bo mógłbym kupić obudowę za 900 złotych, ale czy byłaby znacznie lepsza niż jej mniejszy odpowiednik? Były też tańsze budy, ale widząc ich wygląd, zwyczajnie miałem odruch wymiotny. W tamtym momencie zrozumiałem, że kwestie wizualne zaczęły mieć dla mnie równie wielkie znaczenie, co jakość wykonania sprzętu, jego trwałość i moc obliczeniowa. Dlatego, gdy po paru dniach poszukiwań trafiłem na obudowę be quiet! Dark Base 700 White Limited Edition, wiedziałem już na starcie, że to to czego poszukiwałem. Była inna niż wszystkie – prostsza i przyjemniejsza dla oka, miała szkło hartowane na boku, a więc i komponenty RGB będzie widać, a jednocześnie miała oddzielną komorę na zasilacz i dyski, więc zbędne okablowania byłoby ukryte. Była też przede wszystkim duża, w pełni konfigurowalna i nie wiała tandetą na kilometr, jak jej tańsze i niektóre droższe odpowiedniki. W tamtej chwili myślałem, że to już koniec wizualnych zmian oraz nowości i nie będę poszukiwał niczego pod względem wyglądu.

Release the…

Nieco się pomyliłem. Wrócę tutaj do wspomnianego wcześniej Ryzena 9. Muszę przyznać, że AMD pod względem wyglądu coolera postarało się bardzo i na wszelakich prezentacjach Wraith Prism robił pozytywne wrażenie. Niestety dobiegły mnie słuchy, że może i jest dobry i jako stockowe chłodzenie do tak silnego procesora nada się i nie będzie z nim problemów, ale będzie też gorąco, a tego chciałem uniknąć. Cóż – poszukiwań ciąg dalszy. Przewertowałem kilka propozycji, które podsuwali mi znajomi, między innymi chłodzenie od be quiet! Dark Rock 4, czy Noctua NH-D15. Pod względem wyglądu, gdy nie miałem szyby z boku obudowy, takie giganty mnie nie przerażały. Teraz jednak mój zmysł estetyki podpowiadał mi – to się nie sprawdzi. Więc co jest na tyle małe, żeby nie zagracać środka obudowy i jednocześnie dobrze to chłodzić? Dokładnie! Chłodzenie wodne. Niestety jako laik w tej kwestii, musiałem się wspomagać się dostępnymi w internecie informacjami. Nie interesowały mnie customy. Szukałem prostego zestawu all-in-one i trafiłem na kilka: be quiet! Silent Loop 360, SilentiumPC Navis RGB 360, Cooler Master MasterLiquid ML360R RGB, Corsair Hydro Series H150i PRO oraz NZXT Kraken X72. Wszystkie o podobnych lub zbliżonych parametrach – w tej kwestii nie ma to znaczenia. Wszystkie z nich są na swój sposób dobre i jedne będę cichsze, a drugie bardziej wydajne zgodnie z ich specyfikacją i recenzjami dostępnymi czy to na różnych stronach czy na YouTube. Wybór więc był prosty i sądzę, że wiele osób się z tym zgodzi. Najładniej w mej opinii wygląda właśnie ten ostatni, czyli NZXT Krarek X72. Zwyczajnie skradł moje serce prostotą, jakością wykonania oraz designem.

Wygląd Krakena zachwyca pod każdym względem

Mógłbym jeszcze trochę się tu rozwodzić na temat tego, co planuję kupić dalej, ale sądzę, że póki nie mam na pokładzie procesora, póty wszystkie z rzeczy pozostaną w pudełkach, a nowe się jeszcze nie pojawią – kwestia maksymalnie kilku tygodni, zanim będą dostępne nowe dostawy. Póki co stary komputer wciąż stoi tuż obok mnie, gdy piszę te słowa. Nie jest brzydki – jest inny. Z nieco innej epoki. Parę lat temu praktycznie wszystkie takie były, a jedynie nieliczne przekonywały klientów do kupna swoim niecodziennym wyglądem. Teraz jednak pecety stanowią coś więcej niż tylko urządzenie, na którym się pracuje i zresztą nie tylko one. Swoim wyglądem stanowią o tym kim jesteśmy i są uzewnętrznieniem naszego gustu. Wygląd w IT zaczął mieć znaczenie, tylko jeszcze nie wszyscy zaczęli to dostrzegać. Ja na pewno dostrzegłem i choć nadal światła LED RGB i przezroczysta obudowa są dla mnie bajerem, bez którego mógłbym się obejść, to są też ciekawym urozmaiceniem, które za parę tygodniu rozświetli mój pokój i szczerze nie żałuję ich zakupu.

Piotr Eryk Ołdak

Zwykły człowiek o niezwykłej pasji do motocykli, komputerów i CGI. W wolnym czasie zajmuje się wszystkim czym popadnie i nie stroni od wyzwań. Jeżeli chcesz mu sprawić radość, kup mu duży zestaw LEGO.

Chcesz wiedzieć więcej?