Strona główna » Need For Speed Heat – krok w dobrym kierunku

Need For Speed Heat – krok w dobrym kierunku

Od kilku lat nowe odsłony NFSa nie wzbudzały szczególnych ekscytacji z mojej strony. Need for Speed z 2015 roku był poprawny, ale nie zapadał jakoś szczególnie w pamięć. Payback wzbudził ogromne kontrowersje przez zastosowanie mikrotransakcji. Co do najnowszej odsłony miałem podobne obawy. A tymczasem ta część jest czymś dużo lepszym. Ale po kolei.

Potrzeba prędkości…

Akcja Heata dzieje się w Palm City, mieście inspirowanym Miami. Zostaje założona nowa jednostka policji, która ma walczyć z nielegalnymi wyścigami, a na jej czele staje porucznik Mercer, którego zamiary nie są do końca czyste.

Nic zaskakującego, policja jest tą złą stroną, z którą walczymy (w tle przewijają się brudne pieniądze i przywłaszczenia), ale to nie fabuła jest tą mocną stroną gry. Tak na dobrą sprawę nie odczułbym jej braku, aczkolwiek w porównaniu do kilku pozostałych części ta fabuła jest po prostu okej. Należy jednak wspomnieć, że misje fabularne wnoszą kilka innych aktywności niż tylko pościgi i wyścigi. W jednej misji śledzimy skorumpowanego policjanta, aby ten doprowadził nas do jednego z istotnych fabularnie miejsc. To, co jest złe (i bardzo rzuca się w uszy) to dubbing. Aktorzy silą się na młodzieżową gadkę, ich wyrażanie emocji jest przesadzone, dla własnego spokoju psychicznego przełączyłem się na wersję angielską i tak zostało do końca. Tutaj aktorzy dobrani są dobrze, nie czuć takiego przesadzonego ziomalskiego stylu, sama rozgrywka mocno na tym zyskuje. Trochę to przykre i naprawdę wolałbym, gdyby EA pozostało przy samych napisach.

…dobrze zrealizowana…

Tutaj mały easter egg 😉

A jak wygląda sama rozgrywka? Mamy możliwość udziału w kilku typach wyścigów. Są to sprinty, wyścigi na określoną liczbę okrążeń, drift oraz aktywności poboczne jak fotoradary, bilbordy czy flamingi. Samych znajdziek jest w grze ponad 300, a zebranie ich wszystkich (jak również poszczególnych typów, np. bilbordów) nagradza nas nowym, niemożliwym w inny sposób do zdobycia, autem. Sama ilość aktywności wystarczy na kilka ładnych godzin zabawy, a same wyścigi są przyjemne. Twórcy dołożyli również kilka wyścigów po bezdrożach, ale poza jednym wyścigiem są one opcjonalne.

 

…niestety nie w każdym aspekcie

To, co przeszkadza to tzw. rubber-banding. W skrócie to mechanika, która sprawia, że przeciwnicy za Tobą przyspieszają, aby Cię dogonić (jak rozciągnięta gumka po puszczeniu), a Ci z przodu nie jadą już tak agresywnie, abyś miał możliwość ich wyprzedzić. O ile w samych wyścigach jest to w miarę okej (dzięki temu wyścig nigdy nie jest za łatwy, ale przez to nie czuć tak bardzo przyrostu mocy w aucie), tak w pościgach policyjnych to bardzo, ale to bardzo denerwująca mechanika (ale o tym za chwilę). Mam też pewne zastrzeżenia do samego modelu jazdy, a konkretnie do wprowadzania auta w drift. Pomimo rozegrania prawie 24 godzin w grę nie byłem w stanie opanować tej mechaniki, auto albo jedzie jak przyklejone, albo przy delikatnym wciśnięciu gazu wpada w poślizg. Dla niektórych być może to będzie satysfakcjonująca mechanika, ale patrząc na konkurencję (Forza chociażby) da się to rozwiązać dużo, dużo lepiej. Na szczęście poszczególne auta prowadzą się trochę inaczej, także każdy znajdzie coś dla siebie.

Niektóre auta nie potrzebują tuningu

Pimp My Ride

Ogromnym plusem jest tuning. Po tym, co było dostępne w Paybacku, nie zostało na szczęście nic, w Heacie części odblokowywane są po zdobyciu odpowiedniego poziomu reputacji, z nowych rzeczy mamy po raz pierwszy w historii serii możliwość zmiany silnika w aucie, dzięki czemu nawet auto, z którym zaczynamy na początku (#teamJDM) może konkurować z potworami pokroju Ferrari FXX-K.

Koła w asfalcie – nowy sposób na idealną przyczepność

Możliwości tuningu jest naprawdę mnóstwo. Pomijając części mechaniczne, możemy zmieniać takie rzeczy jak zderzaki, progi, felgi, czy zaciski hamulców, ale również dźwięk wydechu czy silnika. To bardzo drobna rzecz, ale niezwykle cieszy. Możemy również dowolnie obklejać auto, a później swoimi tworami dzielić się z innymi graczami.

Day & Night

Interesującym zabiegiem zastosowanym przez Ghost Games jest podział rozgrywki na dzień i noc. O ile w dzień możemy ścigać się bez żadnych konsekwencji i spokojnie zarabiać pieniądze, tak wyścigi w nocy to inna historia. Po pierwsze — nie zarabiamy pieniędzy, a punkty reputacji. Po drugie — należy uważać na policję, która w nocy poluje na ścigantów i kontynuuje pościg również po zakończeniu wyścigów. Nie oznacza to, jednak że pościg należy kończyć jak najszybciej. W momencie, gdy wzrasta poziom pościgu, rośnie również mnożnik punktów reputacji, co przyspiesza postępy i umożliwia szybsze odblokowanie mocniejszych aut oraz odblokowuje dodatkowe wyścigi, które pozwalają na odblokowanie najmocniejszych części, niemniej jednak na wyższych poziomach pościgu ucieczka przed policją to ciężki kawałek chleba. Na 3 i wyższym poziomie pościgu policja jest bardzo agresywna, posiłki pojawiają się przed nami, a rubber-banding wspomniany wcześniej powoduje, że nawet słabsze radiowozy są nas w stanie dogonić nawet przy bardzo wysokich prędkościach.

Ryk silnika i gra muzyka(?)

O ile do silnika i powiązanych z prowadzeniem dźwięków nie mam zastrzeżeń, tak ścieżka dźwiękowa jest strasznie nijaka. W nocy co prawda przygrywa elektronika, tak muzyka odtwarzana w dzień jest strasznie nijaka i w pewnym momencie zaczęła po prostu irytować. Po kilku godzinach wyłączyłem ją, a zamiast niej włączyłem muzykę z poprzednich części. I muszę przyznać, że ta naprawdę dobrze pasuje i nadaje grze dodatkowego klimatu.

Podsumowanie

Do gry podchodziłem ze sporymi obawami. Ostatnie części były średnio udane (delikatnie mówiąc), natomiast gra okazała się zaskakująco przyjemna. Tuning w końcu jest bardziej rozbudowany, możemy jeździć zarówno w dzień, jak i w nocy, pościgi z policją (do pewnego poziomu) są wymagające i satysfakcjonujące, a fabuła nie jest tak bzdurna, jak w poprzednikach. Z drugiej strony mamy rubber-banding, nieintuicyjną mechanikę driftu, czy w końcu kiepską ścieżkę dźwiękową. Ale pomimo tych wad gra ma coś w sobie. Kusi zdobycie wyższych poziomów, odblokowanie najlepszych aut (sama fabuła kończy się w okolicach 30 poziomu reputacji, a dostępnych jest 50) czy ucieczki przed policją i próba przechytrzenia nieuczciwego AI. Na pewno wrócę jeszcze do NFS-a, M3 GTR już czeka.

Adrian Wojda

Fan nowych technologii, ze słuchawkami na uszach mógłby przejść cały świat. Ewentualnie przejechać. O telefonach wie (prawie) wszystko.

Chcesz wiedzieć więcej?