Strona główna » Recenzja Gears 5 – było setki powodów, by to się nie udało
Recenzja Gears 5

Recenzja Gears 5 – było setki powodów, by to się nie udało

A wyszło fantastycznie!

Jedna z najsilniejszych marek Microsoftu w portfolio powróciła. Długo musiałem na to czekać, chociaż przyznam uczciwie – do momentu uruchomienia samej gry bez większych emocji. Ciągle mam w pamięci zachwyty nad zamknięciem trylogii w GoW3 by potem dostać kubłem wody przy Judgement a potem – już samym kubłem – przy GoW4. Cóż, te dwie ostatnie to nie były złe produkcje. Po prostu nie wniosły niczego ciekawego.

Recenzja Gears 5

Microsoft potrzebował pożądnego exclusive’a

Co tu kryć. Sony dosłownie zmasakrowało ekpię Phila Spencera w tej generacji jeśli chodzi o ilość tytułów ekskluzywnych jak i ich jakość. Patrząc na ostatnie wydawane produkcje spod szyldu MS, nie oczekiwałem niczego wielkiego od Gears 5. Na szczęście zostałem przyjemnie zaskoczony.

O tym, że seria ewoluuje widzimy już od ekranu tytułowego. Skasowano drugi człon „of War” co jest tylko z pozoru kosmetyczną zmianą. Fabuła piątej części różni się jednak na tyle, że zachowanie starej konwencji w nazewnictwie zwyczajnie nie byłoby uzasadnione. Fabuła kręci się wokół znanej już Kait a na dalszy plan odsunięto rodzinę Fenixów co akurat dla mnie nie jest wielkim powodem do rozpaczy. Tzn wiesz, Marcus jest ekstra no ale… trochę się zestarzał. Sama Kait musi odszukać odpowiedzi na dręczone ją koszmary a przy okazji poznajesz przeszłość wielu postaci. Umówmy się – fabuła nigdy nie była jakąś wybitnie mocną stroną serii, ale całość jest całkiem przyjemna i lekkostrawna.

Widać, że twórcy tworząc nową odsłonę bardzo dobrze się bawili – co i rusz natrafić można na jakieś ciekawe smaczki czy aluzje. Chwała również tłumaczowi, który potrafi przemycić kilka sucharków, które są swoistym przymróżeniem oka (nawiązanie do Doroty Szelągowskiej chociażby).

Więcej wszystkiego!

Gears 5 to przede wszystkim przebudowana kampania, chociaż początek jest schematyczny i niczym nie różni się od części pierwszej. Jest on takim swoistym wprowadzeniem i przypomnieniem czym gra właściwie jest. Dopracowano nawet taki detal, że dla sięgających po raz pierwszy po grę przygotowano filmy ze streszczeniem fabuły z poprzednich części. Bardzo fajna sprawa. Mechanika również nic się nie zmieniła. Cały czas wykorzystywany jest ten sam system osłon, a postacie wydają się poruszać w jakimś niewidzialnym sześcianie. Co ciekawe, o ile ten archaizm wyjątkowo drażnił mnie w „czwórce” tak w „piątce” bawił mnie doskonale. To dlatego, że od aktu drugiego robi się już znacznie ciekawiej.

Twórcy oddają nam do dyspozycji naprawdę duże i zróżnicowane mapy, które zachwycają szczegółowością i pomysłowością. Serio, nawet grając na stareńkim Xbox One S było na czym zawiesić oko a widząc filmy w sieci z najbardziej dopakowanej wersji – jest czego zazdrościć. Tutaj co chwila się coś dzieje – tu coś wybuchnie, tam jakaś wieża się zawali a w jeszcze innym miejscu zsuną się kamienie czy inne cegły. Świat Gearsów jeszcze nigdy nie był taki ładny i chyba pierwszy raz od początku serii poczułem, że się w nim naprawdę zanużyłem.

Pojawiło się też kilku nowych przeciwników lub odświeżono starych, co jest fajnym ukłonem, bo wachlarz możliwości, które daje uniwersum sprawia, że i tak było już bogato. Starcia są bardzo fajne i satysfakcjonujące a doskonale zaprojektowane bronie zachęcają do zabawy nimi. Mamy tutaj klasyki znane już z pierwszej trylogii, nowe z części 4 i 5tej oraz kilka „retro” z czasów sprzed pierwszej części. Jest tego naprawdę dużo!

Na osobny akapicik zasługuje też Jack. Ten sympatyczny robocik, który wiernie nam pomaga może doczekać się usprawnień, które znacząco zwiększą jego możliwości – zarówno bojowe jak i defensywne. Rozwijanie go jest bardzo fajne chociaż poza kilkoma przypadkami uzasadnionymi fabularnie, całkowicie nie wymagane. Jestem jednak pewny, że i tak będziesz chciał ulepszyć go na maksimum.

Recenzja Gears 5

Spełnione obietnice

Jest tutaj wszystko, co powinien posiadać współczesny hicior. Przez większość gry zastanawiałem się, gdzie się podział klasyczny motyw muzyczny nie mogąc się do końca pogodzić z ewolucją artystyczną pod względem muzycznym. Jednak gdzieś tak mniej więcej od połowy gry zrozumiałem, że to ja jestem w błędzie. Muzyka jest świetnie dopasowana buduje genialny klimat a klasyczne motywy też się pojawiają – tam gdzie potrzeba, budując fajne poczucie nostalgii.

Rob Fergusson dotrzymał obietnicy. Dostarczył grę znacząco większą od poprzednich odsłon, znacznie bardziej otwartą niż poprzednie części. Aktywności może nie ma oszałamiająco dużo, w końcu to nie Mass Effect, ale zapewniają godziny wyśmienitej zabawy. To wszystko połączone z soczystym gameplayem, świetną oprawą audiowizualną tworzy nam wspaniały przepis na hit. Przepis, który się udał i daje kopalnię dobrej zabawy.

Recenzja Gears 5

Drobne potknięcia

Tych jest naprawdę niewiele, jednak część z nich ciągnie się za serią aż od pierwszej odsłony. To spawnowanie postaci przed oczami gracza, wpadanie za tekstury czy ich widoczne doczytywanie. Czasem zdarza się brzydko ucięta muzyka czy dziwna praca kamery. To wszystko to jednak drobinki w porównaniu z ogromem tytułu, z jakim mamy do czynienia. Do wybaczenia!

Na takie Gearsy czekałem

Chociaż, jak wspomniałem na wstępie, bez większego entuzjazmu. Dostałem za to genialny tytuł przy którym bawiłem się doskonale. Patrząc na to, że gra trafia do rosnącego w siłę Game Passa w dniu premiery, grzechem jest nie dać grze szansy. To prawdziwy must have tego roku!

5

Ocena końcowa

Wspaniała, wielka, dopracowana i wciągająca. Gears 5 powróciło w glorii i chwale wracając na należny mu tron. To prawdziwy must have tej jesieni!

Filip Turczyński

Chcesz wiedzieć więcej?