Strona główna » Tego brakuje mi w każdym współczesnym telefonie

Tego brakuje mi w każdym współczesnym telefonie

Drobny detal, który kiedyś był powszechny, a teraz zniknął zupełnie. Chcę jego powrotu!

To niesamowite jak technologia poszła do przodu w ciągu raptem dziesięciu-piętnastu lat. Pamiętam jak rozpoczynałem karierę w technologiach mobilnych, a na rynku królował wówczas Symbian oraz Windows Mobile. O Androidzie wówczas nikt nie marzył. Wystarczył raptem kilka lat, by rynek się całkowicie przetasował, wymiatając z niego największych (Nokia, Blackberry, Microsoft) i pozwolić wyrosnąć młodym (Xiaomi, Huawei, Samsung).

Funkcje! Jeszcze więcej funkcji!

Wraz z rozwojem technologicznym telefony zagarnęły coraz większe połacie rynku dla siebie, wchłaniając urządzenia, które niegdyś nosiliśmy ze sobą. Chyba największą ofiarą tego rozwoju stały się popularne „empetrójki”, czyli odtwarzacze muzyki, które jeszcze w pierwszej dekadzie lat 2000 szturmowały sklepy. Zaraz potem wprowadzono kolorowe wyświetlacze z pierwszymi aparatami fotograficznymi, gdzie producenci lustrzanek odczuwają oddech konkurencji po dziś dzień.

Obecnie komórki pochłaniają to, co w zasadzie pozostało. Nikogo nie dziwią płatności za pomocą telefonu, wysyłanie maili, zdjęć, a nawet obróbka zdjęć. Telefony potrafią tak dużo, że zauważalnie spadła sprzedaż komputerów i oprogramowania. Jednak w całym tym pędzie ku rozwojowi w międzyczasie zatracony został detal, którego nie mogę odżałować do dziś.

Otwór na smyczkę

Tak, tak. Chodzi o zwykłą dziurę w telefonie, jakim jest otwór na smyczkę. Gdy byłem nastolatkiem i telefony takowy posiadały, było to dla mnie rozwiązaniem absurdalnym. Myślę, że dobrze pamiętasz, z jakimi urządzeniami mieliśmy doczynienia – grube i ciężkie. Noszenie czegoś takiego na szyi tylko po to, by zadzwonić bądź wysłać smsa było przerostem formy nad treścią. Dziś, gdy smartfon posiada milion funkcji, nie mogę znieść jego braku. Jest ku temu jeden, zasadniczy powód.

Mocowanie na smyczkę. Kiedyś w każdym telefonie – dziś rzadkość!
Kruchość konstrukcji

Każdy telefon z wyższej półki wykonany jest w zasadzie tak samo – szkło z przodu, szkło z tyłu, aluminiowa ramka po bokach. Dość powiedzieć, że ostatnio jeden telefon potłukł mi się po tym, jak zsunął się z kieszeni na granitowy taras. To raptem 20 centymetrów różnicy! Co więcej, przed oczami cały czas mam wizję, jak spacerując po Ścieżce Koroną Drzew na Słowacji, telefon zwyczajnie wypada mi z rąk i leci w tych kilkadziesiąt metrów w dół wprost do zamkniętego rezerwatu.

Odnoszę wrażenie, że w pędząc za potrzebą uzyskania idealnej formy telefonu, zatraciliśmy jego podstawową cechę – funkcjonalność. W efekcie otrzymujemy piękne sprzęty, które i tak momentalnie trzeba chować w grubych, gumowo-plastikowych etui np. marki Spiegen (z którego sam korzystam) zasłaniając cały ten kunszt.

Co z tego, że telefon piękny jak schowany w czymś takim?
Taka smyczka buduje poczucie bezpieczeństwa.

Kto chodzi regularnie po górach, tarasach widokowych lub chociażby po basenach wie, jak często robi się zdjęcia. Czasem dla dobrego ujęcia trzeba się wychylić poza barierkę a przy dużych wysokościach wieje znacznie silniejszy wiatr. O upuszczenie telefonu nie trudno. Zresztą, sam chętnie przypiąłbym do takiego telefonu karabińczyk i przypinał go do szlufki od spodni, nie martwiąc się więcej, że mi wypadnie, tłukąc cenny i drogi wyświetlacz.

Nie ma co liczyć na jego powrót

Takie rzeczy pojawiają się już tylko w mocno wyspecjalizowanych urządzeniach jak Cat czy Panasonic. Szkoda, bo to ułatwiająca życie drobnostka, która została zlikwidowana dla zaspokojenia naszej próżności – troski o wygląd. To też idealnie pokazuje, że nie każda ewolucja urządzeń jest potrzebna.

Filip Turczyński

Chcesz wiedzieć więcej?